Z powodu Waszej nieobecności blog zawieszam do czasu aż będą tu chociaż 2 komentarze
sobota, 30 maja 2015
czwartek, 30 kwietnia 2015
Rozdział 4
-10 lat temu przeżyliśmy wielki atak Doriana, podczas którego zginęło dwóch strażników żywiołów. Stało się to ponieważ wykradł on kwartał, a jak wiecie to kamień żywiołów, który pomaga w ich poskramianiu, na przykład pomaga ugaszać ogromne pożary. Tak więc kiedy Dorian go wykradł, spowodował ogromne klęski żywiołowe. Aby go powstrzymać również musieliśmy stanąć do walki. Każdy z nas musiał wykazać się niezłą podzielnością uwagi, bo z jednej strony walczyliśmy z Dorianem, a z drugiej ujarzmialiśmy żywioły. Niestety Alessandrze i Erickowi.....Ogień i woda. Dwa bardzo silne żywioły. Alessandra... została... zabita, kiedy próbowała uciszyć potężne tsunami pędzące na Hawaje. Udało jej się, ale..... Ech.... A Erick zginął chroniąc Olenę.
Tu Patrick przerwał. Cisza zdawała się trwać wieczność. Kiedy chłopak ponownie się odezwał głos miał przepełniony bólem.
- Po śmierci tych dwojga rozpętało się prawdziwe piekło. Nie miał kto powstrzymać pożarów, tsunami, powodzi, wulkanów. Bez kwartału byliśmy bezradni. Olena jednak przepełniona żalem i złością zdołała wyrwać kamień z rąk Doriana, a ten bez niego utracił większość swej mocy. Kazaliśmy nimfą i orłom wtrącić go oraz jego sługusów do najgorszych lochów. Sami natomiast musieliśmy ratować Ziemię. Kiedy trzęsienia i huragany ustały, musieliśmy wybrać nowych strażników żywiołów.
Było to bardzo trudne zadanie. Musiały to być osoby, które pierwsze co to pomogą, a dopiero później się zastanowią. I takimi osobami byliście wy. Ty, Sonia, bez wahania chciałaś pomóc strażakom, a ty, Trey, widząc panikę ludzi spróbowałeś "zatrzymać" powódź. Chcieliście pomóc nie wiedząc czy dacie radę, nie wiedząc nawet jak się nazywacie...
Po tych słowach zapadła cisza. Przerwało ją dopiero moje pytanie
- A teraz?
- Z waszą pomocą udało się wyciszyć wszelkie kataklizmy. Dostaliście orły z listem, abyście się tu zgłosili, dalej sami już wiecie. A teraz cóż... Rośnie w siłę, a my nie wiemy jak. Musiał chyba znaleźć inne źródło mocy. Jego słudzy są w stanie się rozczłonkować, oddzielić duszę , cień i ciało. Wysyłają cienie to bardzo niedobrze. Wezwałem was, aby wam o tym wszystkim powiedzieć. Więzienie Diyarbakyr*, ech jak ja nie lubię tej nazwy, jest bardzo potężnym więzieniem ale nawet ono ma luki. Jego strażnicy Lizaczki...
-Co? Lizaczki! - wykrzyknął Trey i od razu zamilkł widząc spojrzenie Patricka.
-Tak Lizaczki, nie śmiał byś się tak gdybyś się z nimi spotkał... Ich bezdenne oczy i język..blee... Yh wracając... Ah tak, otóż to nie wiemy czy wszyscy strażnicy są po naszej stronie.... Tak więc..
Musimy się zacząć przygotowywać do wojny...
*Diyarbakir - takie więzienie istnieje naprawdę
Autor: Hej, przepraszam za tą dłuższą przerwę ale nie wiedziałam, że ktoś to w ogóle czyta :), więc proszę jeśli tu jesteście to zostawcie po sobie ślad. Bardzo się cieszę jeżeli widzę choć jeden komentarz bo wiem, że moja praca nie idzie na marne. Od razu piszę, że następny rozdział pojawi się po 20.05. Może ewentualnie pokaże się 24.05. Do następnego!
Tu Patrick przerwał. Cisza zdawała się trwać wieczność. Kiedy chłopak ponownie się odezwał głos miał przepełniony bólem.
- Po śmierci tych dwojga rozpętało się prawdziwe piekło. Nie miał kto powstrzymać pożarów, tsunami, powodzi, wulkanów. Bez kwartału byliśmy bezradni. Olena jednak przepełniona żalem i złością zdołała wyrwać kamień z rąk Doriana, a ten bez niego utracił większość swej mocy. Kazaliśmy nimfą i orłom wtrącić go oraz jego sługusów do najgorszych lochów. Sami natomiast musieliśmy ratować Ziemię. Kiedy trzęsienia i huragany ustały, musieliśmy wybrać nowych strażników żywiołów.
Było to bardzo trudne zadanie. Musiały to być osoby, które pierwsze co to pomogą, a dopiero później się zastanowią. I takimi osobami byliście wy. Ty, Sonia, bez wahania chciałaś pomóc strażakom, a ty, Trey, widząc panikę ludzi spróbowałeś "zatrzymać" powódź. Chcieliście pomóc nie wiedząc czy dacie radę, nie wiedząc nawet jak się nazywacie...
Po tych słowach zapadła cisza. Przerwało ją dopiero moje pytanie
- A teraz?
- Z waszą pomocą udało się wyciszyć wszelkie kataklizmy. Dostaliście orły z listem, abyście się tu zgłosili, dalej sami już wiecie. A teraz cóż... Rośnie w siłę, a my nie wiemy jak. Musiał chyba znaleźć inne źródło mocy. Jego słudzy są w stanie się rozczłonkować, oddzielić duszę , cień i ciało. Wysyłają cienie to bardzo niedobrze. Wezwałem was, aby wam o tym wszystkim powiedzieć. Więzienie Diyarbakyr*, ech jak ja nie lubię tej nazwy, jest bardzo potężnym więzieniem ale nawet ono ma luki. Jego strażnicy Lizaczki...
-Co? Lizaczki! - wykrzyknął Trey i od razu zamilkł widząc spojrzenie Patricka.
-Tak Lizaczki, nie śmiał byś się tak gdybyś się z nimi spotkał... Ich bezdenne oczy i język..blee... Yh wracając... Ah tak, otóż to nie wiemy czy wszyscy strażnicy są po naszej stronie.... Tak więc..
Musimy się zacząć przygotowywać do wojny...
*Diyarbakir - takie więzienie istnieje naprawdę
Autor: Hej, przepraszam za tą dłuższą przerwę ale nie wiedziałam, że ktoś to w ogóle czyta :), więc proszę jeśli tu jesteście to zostawcie po sobie ślad. Bardzo się cieszę jeżeli widzę choć jeden komentarz bo wiem, że moja praca nie idzie na marne. Od razu piszę, że następny rozdział pojawi się po 20.05. Może ewentualnie pokaże się 24.05. Do następnego!
piątek, 13 marca 2015
Rozdział 3
10 LAT PÓŹNIEJ
Gdzieś wysoko w chmurach, gdzie swoją siedzibę miał władca wiatru, działo się coś o czym wogóle nie miałam pojęcia.
-Niech spojrze: zero tornad... Zero trzęsień ziemi... Zero tsunami... I zero wybuchów wulkanów. Hmmm... Brak tylko notatek z pożarów - ciągnął swój monolog "władca niebios". Nagle przez cały zamek rozległ się chichot przechodzący w śmiech, śmiech tak okropny, że wszystko dookoła zamarło, a obok "władcy" przemknął cień. Całe to zdarzenie zdawało się trwać wieczność choć naprawdę trwało to tylko kilka minut. Kilka minut w strachu i przerażeniu.
-Wszystko dobrze?- zapytał, kiedy wszystko ucichło Olaf, orzeł, który był wiernym przyjacielem Patricka czyli władcy powietrza.
-Tak....yyy..tak, tak. Dziękuje Olafie- odpowiedział Patrick
- Czy domyślasz się co to mogło być?
-Yyy chyba tak ale... Ale nie jestem pewny. Zwołaj radę 4.
-Tak jest- zasalutował z niepewnym uśmiechem (o ile orły mogą się wogóle uśmiechać) Olaf i odszedł.
:
-Po co nas wezwałeś? - spytała szorstko Olena
-Wybacz Oleno, że zakłócam twój spokój ale.....ale wydaje mi się, że.....Dorian wrócił...
-Że co prosze!?!?⁉⁉
-Tak mi się wydaję, ale...-wyszeptał Patrick
-ALE❓❗⁉⁉-zdenerwowana wladczyni ziemi wyglądała naprawdę przerażająco.
-...ale jest też druga możliwość, że on nadal jest pozbawiony kwartału....a-ale jego słudzy, którzy są uwięzieni w Lisztenhajbyn mają na tyle mocy by wysyłać swo-oje....cienie - dokończył cienkim głosem jąkając się. Bo przy rozgniewanej Olenie nawet najodważniejsi trzęsą się se strachu
-Mam nadzieje, że prawidłowa jest wersja nr 2-uspokoiła się.- Co zamierzasz zrobić?
-Postanowiłem zwołać rade czterech - rozpoczął już mniej lękliwie. -.... Ale jak zwykle będzie tylko nasza dwójka.
-Ech dzisiejsza młodzież. - westchnęła władczyni ziemi. - Zaraz siłą ich tu ściągnę.
-Tylko, wiesz, nie krzycz na nich za bardzo. Bądź co bądź to jeszcze dzieci..
-Sonia? Dzieckiem? Albo Trey?! Dobsz, a teraz pozwól mi się skupić.
Po paru minutach Olena odetchnęła. Znalazła nas, a teraz, oczywiście wielce niezadowoleni pod czujnym okiem Nizm jedziemy leśnym ekspresem.
-Mówią, że to zebranie Nadzwyczajne, phi!-prychnęłam.
-Akurat biłem swój rekord w wstrzymywaniu oddechy pod wodą. -Burknął Trey.
-Hahaha, dobre sobie. Wszyscy wiedzą, że umiesz oddychać pod wodą.
-Niech spojrze: zero tornad... Zero trzęsień ziemi... Zero tsunami... I zero wybuchów wulkanów. Hmmm... Brak tylko notatek z pożarów - ciągnął swój monolog "władca niebios". Nagle przez cały zamek rozległ się chichot przechodzący w śmiech, śmiech tak okropny, że wszystko dookoła zamarło, a obok "władcy" przemknął cień. Całe to zdarzenie zdawało się trwać wieczność choć naprawdę trwało to tylko kilka minut. Kilka minut w strachu i przerażeniu.
-Wszystko dobrze?- zapytał, kiedy wszystko ucichło Olaf, orzeł, który był wiernym przyjacielem Patricka czyli władcy powietrza.
-Tak....yyy..tak, tak. Dziękuje Olafie- odpowiedział Patrick
- Czy domyślasz się co to mogło być?
-Yyy chyba tak ale... Ale nie jestem pewny. Zwołaj radę 4.
-Tak jest- zasalutował z niepewnym uśmiechem (o ile orły mogą się wogóle uśmiechać) Olaf i odszedł.
:
-Po co nas wezwałeś? - spytała szorstko Olena
-Wybacz Oleno, że zakłócam twój spokój ale.....ale wydaje mi się, że.....Dorian wrócił...
-Że co prosze!?!?⁉⁉
-Tak mi się wydaję, ale...-wyszeptał Patrick
-ALE❓❗⁉⁉-zdenerwowana wladczyni ziemi wyglądała naprawdę przerażająco.
-...ale jest też druga możliwość, że on nadal jest pozbawiony kwartału....a-ale jego słudzy, którzy są uwięzieni w Lisztenhajbyn mają na tyle mocy by wysyłać swo-oje....cienie - dokończył cienkim głosem jąkając się. Bo przy rozgniewanej Olenie nawet najodważniejsi trzęsą się se strachu
-Mam nadzieje, że prawidłowa jest wersja nr 2-uspokoiła się.- Co zamierzasz zrobić?
-Postanowiłem zwołać rade czterech - rozpoczął już mniej lękliwie. -.... Ale jak zwykle będzie tylko nasza dwójka.
-Ech dzisiejsza młodzież. - westchnęła władczyni ziemi. - Zaraz siłą ich tu ściągnę.
-Tylko, wiesz, nie krzycz na nich za bardzo. Bądź co bądź to jeszcze dzieci..
-Sonia? Dzieckiem? Albo Trey?! Dobsz, a teraz pozwól mi się skupić.
Po paru minutach Olena odetchnęła. Znalazła nas, a teraz, oczywiście wielce niezadowoleni pod czujnym okiem Nizm jedziemy leśnym ekspresem.
-Mówią, że to zebranie Nadzwyczajne, phi!-prychnęłam.
-Akurat biłem swój rekord w wstrzymywaniu oddechy pod wodą. -Burknął Trey.
-Hahaha, dobre sobie. Wszyscy wiedzą, że umiesz oddychać pod wodą.
-Ty Iskierka wyyyluzuj.-Iskierka, tsaaa Nienawidzę jak tak do mnie mówi. Najgorsze, że nie mam pomysłu jak mu się tu odgryźć. No bo jak? Kotwica...ee nie. Pan fala? Ech z tego pewnie by zrobił pan na fali. Właśnie się przesiadliśmy do helikopteru. Nerwowo poprawiłam kłosa. A co jeśli to Nadzwyczajne zebranie ma związek z moim małym wypadkiem? Troszkę mnie poniosło i podpaliłam mały lasek. Na szczęście dobrze dogaduję się z Treyem i wystarczyły 2 godziny by po pożarze śladu nie było... No to znaczy ogień już się nie palił ale za to spalonych było parę...yy parenaście... Paredziesiąt dzrzew. Nikt tego nie zauważył ale nic nie wiadomo... Może Patrick zdobył jakoś tą informację? Z transu wyrwał mnie rechot mojego przyjaciela.
-Hej ty Ogień S śpisz? - To że użył naszego pseudonimu roboczego oznacza, że wlecieliśmy już do królestwa Powietrza P. Poprawiłam sweter. Wysiedliśmy.
Zawsze zastanawiałam się jak to jest mieszkać ponad 2000 km nad ziemią choć jednak preferuję mieszkanie w Skałce. Trey też tam mieszka, ma własne jeziorko na którym ćwiczy coraz to nowe sztuczki. Trzymamy się blisko ziemi więc nic dziwnego, że oboje cierpimy na lęk wysokości. Ech te okropne zawroty głowy.
-No jesteście nareszcie, Olaf daj im lekarstwo! Jesteście zieloni. -zaśmiał się nerwowo. Patrick próbował żartwać ale zdenerwowanie skutecznie mu uniemożliwiało.
Po połknięciu ochydnego lekarstwa i odczekaniu by zniknęły mdłości, nasz zdenerwowany kolega wyjaśnił nam cel wizyty.
-Chwila! -przerwałam.- Kto to jest ten cały Drorian?
-Dorian,- poprawił mnie i zmarszczył brwi- to wy nie wiecie? ..Ah no tak bo skąd moglibyście wiedzieć...
-Hej ty Ogień S śpisz? - To że użył naszego pseudonimu roboczego oznacza, że wlecieliśmy już do królestwa Powietrza P. Poprawiłam sweter. Wysiedliśmy.
Zawsze zastanawiałam się jak to jest mieszkać ponad 2000 km nad ziemią choć jednak preferuję mieszkanie w Skałce. Trey też tam mieszka, ma własne jeziorko na którym ćwiczy coraz to nowe sztuczki. Trzymamy się blisko ziemi więc nic dziwnego, że oboje cierpimy na lęk wysokości. Ech te okropne zawroty głowy.
-No jesteście nareszcie, Olaf daj im lekarstwo! Jesteście zieloni. -zaśmiał się nerwowo. Patrick próbował żartwać ale zdenerwowanie skutecznie mu uniemożliwiało.
Po połknięciu ochydnego lekarstwa i odczekaniu by zniknęły mdłości, nasz zdenerwowany kolega wyjaśnił nam cel wizyty.
-Chwila! -przerwałam.- Kto to jest ten cały Drorian?
-Dorian,- poprawił mnie i zmarszczył brwi- to wy nie wiecie? ..Ah no tak bo skąd moglibyście wiedzieć...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)