10 LAT PÓŹNIEJ
Gdzieś wysoko w chmurach, gdzie swoją siedzibę miał władca wiatru, działo się coś o czym wogóle nie miałam pojęcia.
-Niech spojrze: zero tornad... Zero trzęsień ziemi... Zero tsunami... I zero wybuchów wulkanów. Hmmm... Brak tylko notatek z pożarów - ciągnął swój monolog "władca niebios". Nagle przez cały zamek rozległ się chichot przechodzący w śmiech, śmiech tak okropny, że wszystko dookoła zamarło, a obok "władcy" przemknął cień. Całe to zdarzenie zdawało się trwać wieczność choć naprawdę trwało to tylko kilka minut. Kilka minut w strachu i przerażeniu.
-Wszystko dobrze?- zapytał, kiedy wszystko ucichło Olaf, orzeł, który był wiernym przyjacielem Patricka czyli władcy powietrza.
-Tak....yyy..tak, tak. Dziękuje Olafie- odpowiedział Patrick
- Czy domyślasz się co to mogło być?
-Yyy chyba tak ale... Ale nie jestem pewny. Zwołaj radę 4.
-Tak jest- zasalutował z niepewnym uśmiechem (o ile orły mogą się wogóle uśmiechać) Olaf i odszedł.
:
-Po co nas wezwałeś? - spytała szorstko Olena
-Wybacz Oleno, że zakłócam twój spokój ale.....ale wydaje mi się, że.....Dorian wrócił...
-Że co prosze!?!?⁉⁉
-Tak mi się wydaję, ale...-wyszeptał Patrick
-ALE❓❗⁉⁉-zdenerwowana wladczyni ziemi wyglądała naprawdę przerażająco.
-...ale jest też druga możliwość, że on nadal jest pozbawiony kwartału....a-ale jego słudzy, którzy są uwięzieni w Lisztenhajbyn mają na tyle mocy by wysyłać swo-oje....cienie - dokończył cienkim głosem jąkając się. Bo przy rozgniewanej Olenie nawet najodważniejsi trzęsą się se strachu
-Mam nadzieje, że prawidłowa jest wersja nr 2-uspokoiła się.- Co zamierzasz zrobić?
-Postanowiłem zwołać rade czterech - rozpoczął już mniej lękliwie. -.... Ale jak zwykle będzie tylko nasza dwójka.
-Ech dzisiejsza młodzież. - westchnęła władczyni ziemi. - Zaraz siłą ich tu ściągnę.
-Tylko, wiesz, nie krzycz na nich za bardzo. Bądź co bądź to jeszcze dzieci..
-Sonia? Dzieckiem? Albo Trey?! Dobsz, a teraz pozwól mi się skupić.
Po paru minutach Olena odetchnęła. Znalazła nas, a teraz, oczywiście wielce niezadowoleni pod czujnym okiem Nizm jedziemy leśnym ekspresem.
-Mówią, że to zebranie Nadzwyczajne, phi!-prychnęłam.
-Akurat biłem swój rekord w wstrzymywaniu oddechy pod wodą. -Burknął Trey.
-Hahaha, dobre sobie. Wszyscy wiedzą, że umiesz oddychać pod wodą.
-Niech spojrze: zero tornad... Zero trzęsień ziemi... Zero tsunami... I zero wybuchów wulkanów. Hmmm... Brak tylko notatek z pożarów - ciągnął swój monolog "władca niebios". Nagle przez cały zamek rozległ się chichot przechodzący w śmiech, śmiech tak okropny, że wszystko dookoła zamarło, a obok "władcy" przemknął cień. Całe to zdarzenie zdawało się trwać wieczność choć naprawdę trwało to tylko kilka minut. Kilka minut w strachu i przerażeniu.
-Wszystko dobrze?- zapytał, kiedy wszystko ucichło Olaf, orzeł, który był wiernym przyjacielem Patricka czyli władcy powietrza.
-Tak....yyy..tak, tak. Dziękuje Olafie- odpowiedział Patrick
- Czy domyślasz się co to mogło być?
-Yyy chyba tak ale... Ale nie jestem pewny. Zwołaj radę 4.
-Tak jest- zasalutował z niepewnym uśmiechem (o ile orły mogą się wogóle uśmiechać) Olaf i odszedł.
:
-Po co nas wezwałeś? - spytała szorstko Olena
-Wybacz Oleno, że zakłócam twój spokój ale.....ale wydaje mi się, że.....Dorian wrócił...
-Że co prosze!?!?⁉⁉
-Tak mi się wydaję, ale...-wyszeptał Patrick
-ALE❓❗⁉⁉-zdenerwowana wladczyni ziemi wyglądała naprawdę przerażająco.
-...ale jest też druga możliwość, że on nadal jest pozbawiony kwartału....a-ale jego słudzy, którzy są uwięzieni w Lisztenhajbyn mają na tyle mocy by wysyłać swo-oje....cienie - dokończył cienkim głosem jąkając się. Bo przy rozgniewanej Olenie nawet najodważniejsi trzęsą się se strachu
-Mam nadzieje, że prawidłowa jest wersja nr 2-uspokoiła się.- Co zamierzasz zrobić?
-Postanowiłem zwołać rade czterech - rozpoczął już mniej lękliwie. -.... Ale jak zwykle będzie tylko nasza dwójka.
-Ech dzisiejsza młodzież. - westchnęła władczyni ziemi. - Zaraz siłą ich tu ściągnę.
-Tylko, wiesz, nie krzycz na nich za bardzo. Bądź co bądź to jeszcze dzieci..
-Sonia? Dzieckiem? Albo Trey?! Dobsz, a teraz pozwól mi się skupić.
Po paru minutach Olena odetchnęła. Znalazła nas, a teraz, oczywiście wielce niezadowoleni pod czujnym okiem Nizm jedziemy leśnym ekspresem.
-Mówią, że to zebranie Nadzwyczajne, phi!-prychnęłam.
-Akurat biłem swój rekord w wstrzymywaniu oddechy pod wodą. -Burknął Trey.
-Hahaha, dobre sobie. Wszyscy wiedzą, że umiesz oddychać pod wodą.
-Ty Iskierka wyyyluzuj.-Iskierka, tsaaa Nienawidzę jak tak do mnie mówi. Najgorsze, że nie mam pomysłu jak mu się tu odgryźć. No bo jak? Kotwica...ee nie. Pan fala? Ech z tego pewnie by zrobił pan na fali. Właśnie się przesiadliśmy do helikopteru. Nerwowo poprawiłam kłosa. A co jeśli to Nadzwyczajne zebranie ma związek z moim małym wypadkiem? Troszkę mnie poniosło i podpaliłam mały lasek. Na szczęście dobrze dogaduję się z Treyem i wystarczyły 2 godziny by po pożarze śladu nie było... No to znaczy ogień już się nie palił ale za to spalonych było parę...yy parenaście... Paredziesiąt dzrzew. Nikt tego nie zauważył ale nic nie wiadomo... Może Patrick zdobył jakoś tą informację? Z transu wyrwał mnie rechot mojego przyjaciela.
-Hej ty Ogień S śpisz? - To że użył naszego pseudonimu roboczego oznacza, że wlecieliśmy już do królestwa Powietrza P. Poprawiłam sweter. Wysiedliśmy.
Zawsze zastanawiałam się jak to jest mieszkać ponad 2000 km nad ziemią choć jednak preferuję mieszkanie w Skałce. Trey też tam mieszka, ma własne jeziorko na którym ćwiczy coraz to nowe sztuczki. Trzymamy się blisko ziemi więc nic dziwnego, że oboje cierpimy na lęk wysokości. Ech te okropne zawroty głowy.
-No jesteście nareszcie, Olaf daj im lekarstwo! Jesteście zieloni. -zaśmiał się nerwowo. Patrick próbował żartwać ale zdenerwowanie skutecznie mu uniemożliwiało.
Po połknięciu ochydnego lekarstwa i odczekaniu by zniknęły mdłości, nasz zdenerwowany kolega wyjaśnił nam cel wizyty.
-Chwila! -przerwałam.- Kto to jest ten cały Drorian?
-Dorian,- poprawił mnie i zmarszczył brwi- to wy nie wiecie? ..Ah no tak bo skąd moglibyście wiedzieć...
-Hej ty Ogień S śpisz? - To że użył naszego pseudonimu roboczego oznacza, że wlecieliśmy już do królestwa Powietrza P. Poprawiłam sweter. Wysiedliśmy.
Zawsze zastanawiałam się jak to jest mieszkać ponad 2000 km nad ziemią choć jednak preferuję mieszkanie w Skałce. Trey też tam mieszka, ma własne jeziorko na którym ćwiczy coraz to nowe sztuczki. Trzymamy się blisko ziemi więc nic dziwnego, że oboje cierpimy na lęk wysokości. Ech te okropne zawroty głowy.
-No jesteście nareszcie, Olaf daj im lekarstwo! Jesteście zieloni. -zaśmiał się nerwowo. Patrick próbował żartwać ale zdenerwowanie skutecznie mu uniemożliwiało.
Po połknięciu ochydnego lekarstwa i odczekaniu by zniknęły mdłości, nasz zdenerwowany kolega wyjaśnił nam cel wizyty.
-Chwila! -przerwałam.- Kto to jest ten cały Drorian?
-Dorian,- poprawił mnie i zmarszczył brwi- to wy nie wiecie? ..Ah no tak bo skąd moglibyście wiedzieć...