środa, 10 grudnia 2014

Rozdział 2

Lekko wsunęłam ręke do ognia lecz on tak jak poprzednio na patyku nic mi nie zrobił. Spojrzałam w górę. Wielki dym unosił się w powitrzu.
Biedni strażacy - pomyślałam.- Jak im pomóc? -bo widać było, że sami rady nie dadzą. Spróbowałam kij włożyć do ognia, a kiedy to zrobiłam to, aż trudno uwierzyć, zdawało mi się że cały pożar jest mi posłuszny.
- Proszę zgaś się.- powiedziałam. Nic, zero reakcji.
- Zgaś się. - kolejny raz bez rezultatu.
- Cholera! Do 3 razy sztuka.- jeśli teraz się nie zgaśi ...
-ROZKAZUJĘ CI SIĘ ZGASIĆ!!!-kiedy to wykrzyknęłam ogień zaczął powolutku ledwo zauważalnie przygasać. Byłam z siebie dumna. Postanowiłam zapytać kogoś co tu się stało. Niedaleko mnie stała dorosła pani około 40-tki w towarzystwie bodajże swoich 3 córek. Każda z nich była bardzo wysoka, miały długie, brązowe warkocze sięgające kości ogonowej. Dziewczyny sprawiały wrażenie, że mogą wszystko.
- Przepraszam panią - zaczęłam najładniej jak umiem - ale czy zechce mi pani wytłumaczyć co się stało?
Kobieta nawet nie drgnęła. Może mówię za cicho?
- Halo! Proszę pani!? - po kolejnym braku odpowiedźi  postanowiłam lekko ją szturchnąć. Byłam bardzo zdenerwowana, przecież nie codziennie się budzę z tajemniczymi mocami w samym środku pożaru. No, więc szturchnęłam, ale nie ją, nawet jej nie tknęłam. Ja po prostu przez nią przeleciałam!!! Przez moment zabrakło mi powietrza w płucach. Wstałam otrzepałam się i dopiero teraz zobaczyłam w co właściwie jestem ubrana. Czarne wysokie trampki, bordowe spodnie, wyblakło-żółta bluzka sięgająca do połowy uda i na to równie długi, pomarańczowy sweter. Jakby tego było mało, moja związane w warkocz włosy były koloru rudego. Znowu przez chwile zabrakło mi powietrza. To jakieś małe, wrzeszczące dziecko przebiegło przezemnie. Usiadłam pod drzewem bo z nadmiaru wrażeń nie był w stanie ustać na nogach. W mojej głowie powstawały coraz to nowe pytania.
-Czemu nikt mnie nie widzi, nie słyszy i nie czuje?
-Co tu się stało?
-Gdzie ja jestem?
-Czemu ogień mnie nie parzy?
-Skąd się tu wzięłam?
A przedewszystkim nie dawało mi spokoju pytanie: KIM JA JESTEM?
Niestety na żadne z nich nie potrafiłam odpowiedzieć. Jedyne co wiedziałam, że mam na imię Sonia. Banalne, że pamiętałam tą informację kiedy reszta stała pod znakiem zapytania. Spojrzałam w niebo. Nagle wiatr uniósł mnie i ... Leciałam. Ale w tej chwili nie widziałam niczego poza swoimi łzami...
...

2 komentarze: